Letni wyjazd wakacyjny i akcja "Na wakacje po uśmiech"

W dniach 6 – 11 lipca 2007 r. dziewięćdziesięcioro dzieci naszego miasta brało udział w zorganizowanym wyjeździe finansowanym przez Urząd Gminy Wyszków oraz  Samorząd Województwa Mazowieckiego. Letni wypoczynek miał miejsce w Poroninie w dwóch domach wypoczynkowych i został zorganizowany przez dyrekcję i zarząd Fundacji „Idzik”. Opiekunami byli: p. Beata Kamińska, p. Renata Sarnacka, ks. Waldemar Krzywiński, s. Wanda Szymańska, p. Magdalena Macioch, p. Hanna Czyżo, p. Katarzyna Kopeć i p. Agnieszka Ogonoska. Była też z nami s. Dorota Staniek.
Każdego dnia odbywały się wędrówki po górach.  Już w pierwszym dniu, w towarzystwie trzech przewodników tatrzańskich poszliśmy do Doliny Kościeliskiej, gdzie znajduje się przepiękny Wąwóz Kraków – oczywiście musieliśmy go zobaczyć. Wąwóz kończy się wejsciem do Smoczej Jamy – ale było ciemno, a w związku z tym przeżyć wiele. … i strachu nie zabrakło… niektórzy nawet krzyczeli, że zaraz spadną … Oczywiście nikomu nic się nie stało i wszyscy wróciliśmy radośni na obiadokolację – po takiej wędrówce baaardzoooo chciało się jeść.

Następnego dnia wybraliśmy się na Morskie Oko. Cóż to za wyprawa… Wodogrzmoty Mickiewicza i cudne widoki pozwoliły nam doświadczyć wielkiej mocy Boga. A trud wędrówki pod górę pomógł zrozumieć jak trudno jest się wpinać - także po drabinie prowadzącej do Pana Boga. Ale jak dotarliśmy do celu zrozumieliśmy, że warto było się trudzić.        
Każdy chyba wie, że wielu ludzi marzy, aby zobaczyć Morskie Oko – my jesteśmy tymi szczęściarzami, którym marzenia się spełniły...


Trzeci dzień to Msza Święta w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. Ksiądz Waldemar mówił o roli Maryi w naszym życiu. Zapytał też „jakie są nasze mamy”. No i wtedy się zaczęło. Każde dziecko wypowiadało się na ten temat. Wywodów nie było końca. Dzieci mówiły jaka ich mama jest kochana, dobra, troskliwa, opiekuńcza itp. Ksiądz Waldek powiedział, że właśnie taka jest Mama Jezusa i że Ona się nami najlepiej opiekuje.   
Tego dnia zwiedziliśmy kościółek i stary cmentarz na Pęksowym Brzysku w Zakopanem. Tam pomodliliśmy się przy mogiłach niektórych znanych nam ludzi – np. przy grobie Stanisława Witkacego,
Heleny Marusarzówny
czy Kornela Makuszyńskiego – autora książek dla dzieci.   
Potem pani Dyrektor „Idzika” zafundowała nam film w kinie pt. „Piraci z Karaibów na krańcu świata”. Po filmie poszliśmy zrobić zakupy na słynnych Krupówkach. Frajda to była nie lada…
Wieczorem czekała nas jeszcze jedna atrakcja. Letni „kulig” i ognisko – dziwne prawda – kulig latem?? My też się zdziwiliśmy, ale wszystko stało się jasne po godz. 19.00 kiedy pod pensjonat podjechało sześć dużych wozów. Wsiedliśmy na nie i pojechaliśmy przez Poronin na łączkę, gdzie już czekały na nas rozpalone dwa ogniska. Pewnie się dziwicie dlaczego dwa. No przecież było nas aż 90 dzieci no i dziewięcioro dorosłych… Jedno ognisko by nie wystarczyło... 
Pod koniec pieczenia kiełbasek  zaczął padać deszcz… trzeba było uciekać. To był wspaniały, pełen wrażeń dzień.
Radość na naszych twarzach pojawiła się czwartego dnia, gdy  weszliśmy do Doliny Białego, a potem na Sarnią Skałkę. Ojej – jak pięknie tam było… Giewont wydawał się być w zasięgu ręki… Panorama Zakopanego i Tatr zaparła nam dech w piersiach … a i jeszcze to wrażenie wielkości ogromnych dzieł Boga – to było naprawdę super przeżycie. Do Doliny Strążyskiej przez dość długą chwilę schodziliśmy w zadumie. Dopiero chwile potem powróciła radość połączona z podziwem dla piękna, które było dane nam oglądać.
Bardzo podobało nam się Muzeum Stylu Zakopiańskiego. Po obiadokolacji udaliśmy się tam, aby dowiedzieć się czegoś o zwyczajach, strojach i instrumentach używanych w dawnych czasach na terenie Zakopanego i okolic.
Ostatni dzień w Poroninie to wyprawa na Wiktorówki – do Królowej Tatr. Znajduje się ona w bezpośrednim sąsiedztwie Rusinowej Polany. Oczywiście tam też byliśmy. Na Gęsią Szyję niestety nie weszliśmy, choć przewodnicy mówili, że warto – ogarnęło nas ogromne lenistwo – może dlatego, że tego dnia nie było zbyt ciepło…
W pięknej kapliczce nasz Ksiądz Proboszcz odprawił Mszę Świętą. Tego dnia powiedział, że mimo, iż nasz wyjazd dobiega końca to powinniśmy pozostać radośni by nią podzielić się z domownikami. Wzięliśmy sobie to do serca…
Choć chcieliśmy jeszcze zostać, ale po obiadokolacji ruszyliśmy do domu.... czas naszego wypoczynku w górach dobiegł końca.

Chcesz zobaczyć więcej zdjeć? kliknik  Galeria zdjęc lub obrazek poniżej :)